Jak dobrze wybrać zawód? Praktyczne wskazówki

Jak odpowiednio wybrać przyszły zawód?Przy wyborze zawodu brane są pod uwagę czynniki, których ilość może początkowo zniechęcać. Jednak tradycyjne formy odkrywania swej drogi takie, jak dziedziczenie zawodu (np. wśród prawników, artystów, lekarzy, nauczycieli) czy wybór intuicyjny („to jest dla mnie i tylko to”) nie mogą wystarczyć.

Wadą dziedziczenia pracy czy rodzinnego biznesu jest nadmierne delegowanie wymarzonej przez rodziców ścieżki kariery. Tymczasem zawężanie możliwości odbywa się raczej na zasadzie wyboru spośród wielu opcji, a nie przymusie.

Każdego dnia jedne zawody zanikają (zwłaszcza rzemieślnicze, choć z drugiej strony wiele zawodów zostało „przywróconych”, jak np. guwernantka), a inne powstają. Oficjalny spis zawodów w różnych branżach i działach przemysłu liczy obecnie kilkaset stanowisk, a ciągle dochodzą nowe, czasem mniej lub bardziej wyspecjalizowane zawody.

Jak wybrać spośród tylu opcji tę właściwą? Po pierwsze należy podzielić prace na fizyczne (od których ludzkość zresztą zaczynała w swej ewolucji), fizyczno-umysłowe (np. kierowca) oraz czysto umysłowe. Należy zatem zastanowić się, który rodzaj pracy jest tym właściwym. Nie będzie dobrym pracownikiem ten, kto nadaje się wyłącznie do pracy umysłowej, a zmuszony jest do podjęcia słabo zresztą zazwyczaj płatnej pracy fizycznej. Zdecydowana większość prac na świecie to nadal, pomimo postępującej automatyzacji i komputeryzacji, proste, nisko płatne, z dużą rotacją ciężkie prace fizyczne, począwszy od sprzątania a na stanowisku brygadzisty w fabryce kończąc. Zaletą pracy fizycznej jest utrzymywanie dobrej kondycji, chyba, że odbywa się to w niewłaściwych warunkach (kurz, pył, hałas, zmiennie temperatury, etc.) i poniżej kwalifikacji, co może prowadzić do wypalenia i zmiany zawodu. Niegdyś po ukończeniu nauki szło się do pracy, uczelnie interesowały się losem absolwentów, a stanowisko było prawie dożywotnie – aż do momentu rozpoczęcia wieku emerytalnego. Dziś nie tylko trzeba zmieniać miejsce pracy w ramach danej branży, lecz także coraz częściej podejmować „reenginiering”, czyli dokonać przekwalifikowania i przyuczenia do nowego zawodu z innej branży, bardziej lub mniej pokrewnej z dotychczasową.

Sytuacja zmusza zatem coraz więcej osób do częstych zmian. Mogą one dotyczyć zmiany miejsca zamieszkania (co pracodawcy określają jako mobilność lub dyspozycyjność), zmiany miasta, a nawet – emigrację zarobkową, z której jak podają statystyki wielu wraca z powrotem, mając dorobek lub nie. Inne zmiany, jakie niesie płynna nowoczesność (określenie Zygmunta Baumanna), to zmiany w ramach firmy. Coraz więcej firm, znając wyniki ergonomiki, czyli nauki o zatrudnieniu, dostrzega konieczność zmiany stanowiska, aby zapobiec rutynie, prowadzącej do monotonii i wypalenia, a w skrajnych przypadkach do wypadków w miejscu pracy lub w drodze do niej. Pośpiech, z jakim head-hunterzy poszukują nowych pracowników, wynika z dużej rotacyjności osób w wieku produkcyjnym. Bierze się ona najczęściej z dwóch powodów: 1) niekorzystne płace (za małe wynagrodzenie w stosunku do nakładu pracy i okresu intensywnej nauki) oraz 2) niekorzystne warunki pracy. Niestety, dopóki płace nie wzrosną, wielu ludzi będzie często zmieniać pracodawcę. Coraz więcej firm wykorzystuje takie formy zatrudnienia (korzystne tylko dla nich), jak staże, bezpłatne praktyki, a czasem nawet wolontariat. Jest to podejście ogólnie nieuczciwe – wiele osób pragnie mieć stałą pracę, etat, umowę o pracę, z czym wiąże się bezpłatna opieka zdrowotna i wszystkie świadczenia społeczne.

Tylko około połowa osób w wieku produkcyjnym (15-65 roku życia) pracuje w Polsce, a około 2 miliony osób to osoby chronicznie bez zajęcia, z czego większość utraciła lub utraci wkrótce prawo do zasiłku.

Podstawowym problemem młodych ludzi po maturze jest ważna decyzja: studiować czy nie? Jeśli czyta się ogłoszenia, to widać, że sporo racji mają osoby, które nie idą na studia, skoro i tak większość absolwentów pracuje potem poza swoją branżą. Spośród decydujących się na studia, wiele osób popełnia błąd niewłaściwego wyboru. Bo nawet, gdy ktoś wie, że jest humanistą, to i tak w ramach humanistyki jest multum opcji i o błąd nietrudno. Dawniej wystarczył zasadniczo jeden kierunek studiów, jeśli tylko był wcześniej gruntownie przemyślany. Dziś normalna sytuacja to studiowanie na dwu i więcej kierunkach. Czasami jeden kierunek studiuje się dla pasji, a drugi dla pieniędzy, jednak nie daje to jeszcze żadnej gwarancji. Pewien japoński biznesmen powiedział, że dziś liczą się tylko (i aż) dwie umiejętności: 1) kompleksowa obsługa komputera i innych urządzeń biurowych oraz 2) języki obce. To powinien być priorytet w nauczaniu na wszystkich szczeblach.

Aby dobrze rozpoznać swoje miejsce na rynku pracy, należy zatem określić dwie rzeczy: 1) co chcę tak naprawdę robić w życiu zawodowym, 2) do czego się w ogóle nadaję? Jeśli chodzi o pierwszy punkt: nie należy na siłę z kogoś robić humanisty, jeśli przejawia zdolności matematyczne i odwrotnie. Jeśli ktoś chce robić meble, to nie powinno się go pchać w public relations, a jeśli ktoś chce być PR-owcem, to nie należy proponować mu klejenia kopert. I tutaj widać, że proces podejmowania decyzji jest skomplikowany, bo nawet odpowiedź na dwa powyższe pytania nie gwarantuje jeszcze dobrego rozpoznania.

Po określeniu, czy wolimy prace fizyczne czy umysłowe, odpowiedzi na pytanie „czego pragnę? Co chcę robić? W czym się spełnię?” oraz refleksji typu „do czego właściwie się nadaję najlepiej?”, należy przejść do spraw bardziej obiektywnych. Należą tutaj takie aspekty, jak: 1) gdzie jest w ogóle praca? Na wsi? W dużych miastach? Za granicą?, 2) gdzie dobrze płacą, 3) gdzie są wewnętrzne możliwości awansu, szkolenia, dokształcania. Wiedza wyniesiona dziś ze szkoły czy uniwersytetu nie wystarcza, albowiem co trzy lata średnio dezaktualizuje się spora część wiedzy. Liczą się zatem coraz częściej umiejętności, nazywane „miękkimi”, a wśród nich takie, jak: 1) cechy charakteru; 2) łatwość nawiązywania kontaktów; 3) komunikatywność; 4) kreatywność i wiele innych, których nie da się nauczyć z wykładów, lecz da się je pogłębiać w praktyce. Coraz bardziej zatem liczy się konkretna umiejętność (taniec, języki obce, obsługa maszyn i urządzeń), a nie czysta, abstrakcyjna wiedza faktograficzna. Dlatego, jeśli ktoś studiuje dziennikarstwo, to bardziej liczy się tutaj umiejętność selekcji informacji, ich przetwarzanie, docieranie do źródeł informacji, niż wiedza z zakresu, dajmy na to, historii prasy, co samo w sobie jest ciekawe, lecz nie gwarantuje jeszcze „lekkiego pióra”.

Do truizmów należy już prawda, że jeden kierunek studiów, zwłaszcza niewłaściwie dobrany, nie daje nic poza dyplomem. Trzeba zatem coraz częściej zdać się na „mulit-tasking”, pod którego pojęciem rozumiem wielozadaniowość: elastyczne i adaptacyjne podejście do problemów, umiejętność pracy w grupie, a jednocześnie pracy samodzielnej, twórcze myślenie, a zarazem myślenie racjonalne i logiczne. Dzisiejszy maturzysta czy absolwent uczelni kilka razy w życiu zmieni miejsce pracy, a raz lub więcej – branżę czy zawód. Rynek i jego klasyczna „niewidzialna ręka” determinują podaż kapitału ludzkiego w ten sposób, że określają kto i na jakich warunkach zdobędzie wymarzoną pracę lub będzie zmuszony „przestawić się” na inny rodzaj działania, np. otworzyć własny biznes. Jeśli chodzi o to ostatnie – nie każdy, kto ma pomysł, od razu osiągnie sukces, bo tylko pewien procent firm przetrwa pierwsze pięć lat aktywności. Z drugiej strony warto czasem zaryzykować, a ułatwienia w otwarciu własnej firmy są coraz bardziej powszechne. Jednak należy mieć co najmniej jednego zaufanego wspólnika – biznes w pojedynkę udaje się coraz rzadziej.

Po określeniu zatem pierwszych wstępnych kryteriów, należy spróbować odpowiedzieć sobie, czy praca w danym segmencie rynku będzie: 1) dobrze płatna, 2) z prawem do dni wolnych i urlopu; 3) czy są jakieś zabezpieczenia socjalne?; 4) czy firma rokuje ogólny sukces: 5) czy wynagrodzenia są wyłącznie prowizyjne czy też jest jakaś stała pensja, niezależna od wyników albo chociaż początkowo niezależna od uzyskanej efektywności.

Niestety, dziś uczelnie nie interesują się losem swych słuchaczy, częściowo dlatego, że następuje umasowienie szkół wyższych. Pewną nadzieję dają tzw. kierunki zamawiane, polegające na zachęcaniu do studiowania tych kierunków, których absolwenci wypełnią potem luki w kapitale ludzkim. System motywacji i zachęt, jak choćby stypendia, praktyki w firmach czy obietnica bezproblemowego zatrudnienia to istota tych tendencji. Brakuje bowiem szczególnie wysoko wyspecjalizowanych inżynierów, informatyków czy przedstawicieli rzadkich, „niemodnych” zawodów. Kryje się tu jednak pułapka – wyłącznie finansowe zachęty mogą nie wystarczyć w sytuacji kryzysu, zwanego wypaleniem, bo nie wszyscy studiujący na kierunkach zamawianych robią to, co chcieliby naprawdę robić w życiu. Liczy się zatem też możliwość awansu, zmiany firmy, wzbogacanie pracy i walka z monotonią, widoczną szczególnie w zakładach, których proces produkcji opiera się na taśmowości.

Sądzić należy, że rzadko kto w wieku maturalnym, a nawet później wie dobrze, co chce robić. I tutaj niezmienna rola doradcy zawodowego, czasem psychologa, a czasem mądrych znajomych. Zachodzi też zjawisko późnych decyzji – coraz częściej wybieramy „pracę tymczasową”, która może się stać swoistą „trampoliną” prowadzącą do pracy wymarzonej. Niestety, jak podają statystyki, tylko niewielka grupa ludzi robi w życiu to, co chce i do czego się nadaje, podczas gdy gros osób zmienia często pracodawców, poszukując pracy „idealnej”. Trzeba tu powiedzieć jedno: nigdzie nie ma pracy idealnej, która prowadziłaby szybko i bezboleśnie do sukcesu w rozumieniu szerokim jako spełnienie, a nie tylko poprawy stopy życiowej. Należy jednak mieć jasną wizję takiej pracy i podejmować prace coraz bliższe wymarzonego ideału z mocną świadomością, że taka praca zdarza się rzadko. Spotkałem wiele osób, co do których mogę powiedzieć, że „nie wyobrażam sobie, abyś robił coś innego! Jesteś na swoim miejscu”, ale znaczna grupa męczy się w korporacjach, koncernach i na etacie, pracując ponad normę i poniżej kwalifikacji, co jest marnotrawieniem ludzkiego potencjału. Niestety, wiele osób nie ma wyboru – mają rodziny i podejmują „każdą pracę”, byle wypełnić swój miesięczny koszyk konsumpcyjny. Istnieje też zjawisko grawitacji kapitału ludzkiego, które polega na tym, że wracając coraz częściej po kilkunastu godzinach pracy do domu, nie mamy już siły, aby szukać lepszej pracy. Szukając pracy warto zatem szczerze sobie przemyśleć te wszystkie kwestie, a wtedy szansa jest większa, niż w sytuacji, kiedy idziemy „na byle jakie studia”, dla papierku i podejmujemy każdą nadarzającą się okazję pracy. Czasami niestety gra tutaj nacisk rodzinny: nie „wypada”, aby na przykład syn profesora rozwoził posiłki i taka osoba musi dodatkowo walczyć z tradycyjnymi skryptami rodzinnymi, które „delegują” młodego człowieka do określonej pracy, nie zważając na jego subiektywne aspiracje, pragnienia oraz obiektywne zdolności. Kultura polska nie sprzyja osobom, które podejmują proste prace – istnieje odwieczna walka „fizycznych” i „umysłowych”. Polega to na tym, że wiele „umysłowych” pracuje poniżej kwalifikacji w pracy fizycznej, ale robotnik zasadniczo nie znajdzie pracy umysłowej, choćby prostej. Obalając pewne mity i stereotypy („sprzedał się”, „zdradził swoje powołanie”, „jak można tam pracować?”, itd.), można z czasem po wielu doświadczeniach znaleźć pracę optymalną ze świadomością, że praca optymalna to nie praca idealna. Przydaje się tutaj po prostu realistyczna ocena swoich możliwości (siła fizyczna, wytrwałość, cierpliwość, odraczanie gratyfikacji potrzeb, itd.), pragnień, a nawet marzeń, które zwykle spełniają się po wielu latach „włóczenia się” po różnych firmach.

Zdając sobie sprawę z nadmiaru możliwości (zarówno brak, jak i nadmiar zwykle szkodzi), trzeba określić swój typ pracy postępując „odgórnie”, czyli od ogółu do szczegółu. Przykładowo najpierw zdecydować, czy podejmuje się pracę fizyczną czy umysłową, potem określić branżę, a dopiero na końcu konkretnego pracodawcę. Są też oczywiście oddolne metody poszukiwania – najpierw na chybił trafił szukamy pracodawcy, a dopiero potem określamy, czy ten rodzaj pracy pasuje do naszych aspiracji i kwalifikacji. Decydujący moment to ten, kiedy wiemy: „tak, to chcę robić w życiu i nic innego”, jednak rzadko udaje się dojść do takiej pewności bez wcześniejszego „próbowania” i testowania różnych okazji. Powodzenia!



Zobacz podobne:
Doradca zawodowy

Doradca zawodowyJak sam nazwa wskazuje, doradca zawodowy to osoba zajmująca się wykonywaniem wszelkich zadań związanych z doradztwem, poradnictwem zawodowym

Paint i jego rodzaje

Program graficzny Microsoft Paint jest jednym z najprostszych tego typu na rynku. Daje on do dyspozycji kilka narzędzi i możliwości obróbki zdjęć czy obrazów. Gr

Profesjonalne kursy i szkolenia na wózki, żurawie, podesty itd.

Profesjonalne kursy i szkolenia na wózkiProfesjonalne kursy i szkolenia zawodowe. Pomiędzy prowadzeniem wózka widłowego, a prowadzeniem sa